
From the 25th to the 29th, we spent a few days in the nearby mountains. What was supposed to be just a short getaway turned into a proper reset for both body and mind.

It wasn’t postcard-perfect winter yet — no deep snow or fairy-tale scenery — but the landscapes still did their job.

Sometimes all it takes is a light frost, trees covered in rime, and the sun hanging low over the horizon to remember why I love the mountains so much.

We managed to stay active and explore the area:
the ski slope in Rzeczka,
the ski slope in Przygórze,

Wielka Sowa — reached, checked off, and definitely remembered,

and the Silver Mountain Fortress — monumental, raw, and impressive even for the kids.

There was snow, there was wind, there was sun.

The weather was moody at times, changing its mind faster than kids do when you ask, “Do we keep going or turn back?” — but that’s exactly what I like about trips like this.

Nothing is fully predictable. You adapt, slow down, sometimes push forward, sometimes just keep walking despite cold hands.

There were sled rides — spontaneous ones, full of laughter, without much planning.

And there were plenty of uphill climbs — less spectacular, but the most rewarding.

Kids complaining at first, then proud that they made it anyway. And that’s exactly what it’s all about.

For the second year in a row, Rzeczka completely won us over. It really is a perfect place for kids’ first mountain adventures.

Trails that don’t discourage, but still teach that mountains aren’t only about views — they’re also about effort, patience, and finding a shared pace.

We came back tired, a bit wind-burned, with red noses and heads full of memories.

And with that great feeling that this time was well spent — together, actively, and without rushing.

I already know we’ll be back.

Because some places don’t need big plans or perfect weather. It’s enough that they simply exist.

Pl:
Od 25 do 29 wyskoczyliśmy w pobliskie góry. Kilka dni, które miały być „tylko krótkim wypadem”, a wyszły jak porządny reset głowy i ciała.

Nie była to jeszcze zima z pocztówki – bez metrów śniegu i bajkowych zasp – ale krajobrazy i tak robiły robotę.

Czasem wystarczy lekki mróz, szron na drzewach i słońce nisko wiszące nad horyzontem, żeby człowiek przypomniał sobie, dlaczego tak bardzo lubi góry.

Udało nam się aktywnie spędzić czas i pozwiedzać okolicę:
stok w Rzeczce,
stok w Przygórzu,

Wielka Sowa – zdobyta, odhaczona i zapamiętana,

Twierdza Srebrna Góra – monumentalna, surowa i robiąca wrażenie nawet na dzieciach.

Był śnieg, był wiatr, było słońce. Pogoda chwilami zmieniała zdanie szybciej niż dzieci, kiedy pytasz „idziemy dalej czy wracamy?”, ale dokładnie to lubię w takich wyjazdach.

Nic nie jest do końca przewidywalne, trzeba się dostosować, zwolnić, czasem przyspieszyć, czasem po prostu iść dalej mimo zimnych rąk.

Były zjazdy na sankach – te spontaniczne, śmiechowe, bez wielkiego planu.

Było też sporo podejść pod górę – tych mniej widowiskowych, ale dających największą satysfakcję.

Dzieci marudzące na początku, a potem dumne, że jednak dały radę. I dokładnie o to w tym chodzi.

Drugi rok z rzędu Rzeczka totalnie nas kupuje. To naprawdę idealne miejsce na pierwsze górskie doświadczenia z dziećmi.

Trasy, które nie zniechęcają, a jednocześnie uczą, że góry to nie tylko widoki, ale też wysiłek, cierpliwość i wspólne tempo.

Wracaliśmy zmęczeni, trochę przewiani, z czerwonymi nosami i głowami pełnymi obrazów.

I z tym fajnym uczuciem, że to był dobrze wykorzystany czas – razem, aktywnie i bez pośpiechu.

Już wiem, że będziemy tam wracać.

Bo są miejsca, które nie potrzebują wielkich planów ani idealnej pogody. Wystarczy, że są.
This report was published via Actifit app (Android | iOS). Check out the original version here on actifit.io













